- I chcesz mieć go już z głowy czy nie?

Lubiła się z nim przekomarzać. W ogóle coraz bardziej odpowiadało

— Czy wasza wysokość ma na myśli...? — lady Barnard
- Ty też już możesz iść - prosto z mostu powiedziała do
Wysiadła pierwsza, skinęła na bagażowego, który czekał
— Nikt na świecie nie może być od niego piękniejszy! —
płomieniach pokoju.
pragnęła zwiedzić miasto, o którym tak pięknie pisał
- Trudno uwierzyć, że rzeczywiście cię nie boli - odpowiedział jej sucho.
najlepsze plaże nudystów No więc tak. Już przedtem był dość szczęśliwy, a teraz osiągnął
Zalał ją potokiem włoskich słów, ale Jodie nie zamierzała dać się zastraszyć ani temu, ani żadnemu innemu mężczyźnie.
Imogen.
- Tak myślałyśmy - potwierdziła Imogen. - W czasie przerwy na
sobie, jak zmienią się jej wielkie niebieskie oczy, kiedy usłyszy prawdę.
oceniał ostateczny efekt.
Eustace'a, był na nich bowiem ekslibris księcia.
jak napisać testament

- Jeśliby jeździł hummerem - powiedziała - to mógłby

187
uczuciami i obrazami. Tego ranka zaparkowała na ulicy nieopodal
Brian zamilkł, koncentrując się na prowadzeniu, wypatrywaniu
chłopczyka.
- Chociażby tej nocy, gdy leżeliśmy razem w łóżku -
koszt używania samochodu w firmie 173
rozejrzał się po okolicy i znalazł dom na tyle oddalony od innych, by
mordercę. W sumie nie dziwię się, że to nazwisko wypłynęło, gdy
troje interesantów czekało na spotkanie z Ellin. Potem oglądali
życiu. I wtedy ją olśniło. Jak grom z jasnego nieba. O Boże, nie! Nie teraz! - Co? - wyszeptała tak cicho, że ledwie ją było słychać. - Jak do mnie powiedziałeś? - Cassidy... - Nie... nie... - Miała wrażenie, że ganek przesuwa jej się pod nogami. - Od czasu pożaru mówisz do mnie Cass, a nigdy przedtem... O Boże... - W jej umyśle zaczęły wirować obrazy. Chase wychodzący spod prysznica z ręcznikiem wokół bioder, ubrany w spodnie od dresu, bez koszuli, nagi w łóżku zeszłej nocy, w stawie dziś rano. Zaczęła drżeć. - Co? Przesunęła rękami po jego ramionach, badając je palcami i nic nie znalazła. Nic! - Cassidy? - Puść mnie! - Wyrwała mu się, patrząc na niego z przerażeniem. Miała spocone ze strachu ręce, a serce waliło jej jak oszalałe. - Zdejmij to - nakazała. - Po co? - Zdejmij koszulę! - niemal wrzasnęła. Bała się, że oszaleje. - Po co? - Wiesz, po co. Zatopił w niej niebieskie oczy, zdjął koszulę i trzymał ją w wielkiej dłoni. - Odwróć się. - Zwariowałaś? - Odwróć się, do cholery! Zrobił to posłusznie, unosząc ręce nad głowę, jakby nie miał nic do ukrycia. Jego plecy były idealnie gładkie. Miał tylko kilka świeżych blizn, ale nie było śladu po kuli, którą jako dziecko przez przypadek wystrzelił w niego Brig. Śladu, który dotykała tysiące razy. - Jak mogłeś? Splunął i spojrzał jej w twarz. Przez chwilę nie spuszczał z niej wzroku. Wydawało jej się, że trwa to całą wieczność. Ledwie stała. W uszach szumiało jej tak głośno, jakby słyszała ryk morza. Z niedowierzaniem patrzyła na jego dumny podbródek i wyprostowane plecy. Nagle dotarła do niej prawda. Tak oczywista, że nie mogła pojąć, dlaczego nie domyśliła się jej wcześniej. Zresztą nikt się nie domyślił. - Nie jesteś moim mężem. Nie jesteś Chase’em... - Ugięły się pod nią kolana. Oparła się o ścianę. Czuła straszny ciężar. Zrobiło jej się ciemno przed oczami. - Cass... - Nie. Nie nazywaj mnie tak! - Ogarnęła ją histeria. Nie widziała nic, poza przerażającą prawdą. Jak mogła być tak ślepa? Jego uporczywe spojrzenie, linia szczęki, ostry rysunek warg, sposób, w jaki zakładał koszulę. - Chase nie żyje, tak? - Łzy nabiegły jej do oczu. - Mój mąż. On nie żyje! Chciał jej dotknąć, ale się wyrwała, bojąc się jego dotyku, jego spojrzenia, jego samego. - Nie! - Cass, posłuchaj, proszę, spróbuj zrozumieć... - Zrozumieć? Zrozumieć? Zastanów się, o co prosisz, na miłość boską! Jego dłoń zacisnęła się w pięść. - Nie chciałem... - Jasne! To była część twojego planu! O Boże, co ze mnie za idiotka! Skończona idiotka! - Jej głos stał się o oktawę wyższy. Powietrze kłuło ją w płucach. Nie mogła oddychać, nie mogła się ruszyć, nie była w stanie myśleć. - Oczywiście, że chciałeś! Przez cały czas znałeś prawdę i ukrywałeś ją przede mną. Przed swoją matką. Przed wszystkimi. - Załamał jej się głos. Czuła, że drżą jej wargi. - Nie mogę uwierzyć, że byłam taka głupia i tak cholernie ślepa. Przysunął się do niej, a ona potknęła się, odskakując od niego. - Nigdy więcej nie próbuj mnie dotknąć - ostrzegła. Przytrzymując się ściany, podeszła do drzwi. Skóra dłoni ocierała się boleśnie o mur. - Gdybyś poczekała chwilę i posłuchała... - Nie chcę niczego słuchać! - Musisz! Stanęła nieruchomo. Miał rację, chociaż ciężko jej było to przyznać. Nie mogła uciec. Stanęła na ganku, podniosła głowę i spojrzała na niego z wyrzutem. - Na miłość boską, Brigu McKenzie, co ty zrobiłeś? 23 Powinien był jej powiedzieć od razu. Cholera, i chciał. Miał zamiar. Nigdy nie zamierzał jej zwodzić ani oszukiwać, ale nie miał wyjścia. Był przyciśnięty do muru. Teraz nim gardzi. Stała przed nim nieruchomo, wyzywająco, drżała i bała się zbliżyć choćby o krok.
Wyspy w kuchni i ich zalety pasażera i zamykając za sobą drzwi. - Pamiętasz mnie?
Muszę jechać do szpitala, tam się z nią spotkam.
Odnalezionych ofiar nie patroszono po barbarzyńsku: organy
mogła tego zrobić. Jeszcze nie. Może kiedyś... ale to się dopiero
żadnych komórek, żadnych telefonów bezprzewodowych. Dzwoń z
wirtualne kasy fiskalne

©2019 www.modum.ten-rower.bielawa.pl - Split Template by One Page Love